Możesz pomóc

Możesz pomóc Sławkowi!
Przekaż 1% podatku z rozliczenia rocznego!
KRS 0000097900
z dopiskiem: "Dla Sławka Mandzewskiego"

konto prowadzi MATIO - Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę
Chcesz wiedzieć więcej - kliknij w "Pomoc"

 

 

 

 

Powódź PDF Drukuj Email
sobota, 06 lipca 2013 23:13

Dziś szybko, bo jestem skonana. Obudziliśmy się przed 5-tą, bo ktoś walił nam w drzwi. Sąsiadka - "jak macie auto na parkingu, to szybko wyjeżdżajcie, bo wody po kolana." Za późno. Zanim Darek zszedł, wody było do biodra, miejscami do pasa.

W drugiej galerii widać, jak zalany był parking...  Żaden z widocznych samochodów już nie ruszył samodzielnie. Wypełnione brudną, szlamiastą, śmierdzącą wodą. Spięcia, wycie alarmów, migające samoistnie, bezsensownie światła aut.

Woda w klatce schodowej. Zalane piwnice. Brud i smród. Przepraszam, ale inaczej nie da się tego opisać. Woda dociskająca drzwi klatki schodowej. Ale kto by chciał otwierać te drzwi, skoro do auta już nie warto, a trzeba by brodzić po pas w czarnej, gęstej wodzie pełnej śmieci, benzyny, błota, wycieków z aut, i tego co wybiło z przepełnionych studzienek...

I brak prądu... A inhalacja Sławka? Wywieźliśmy go do rodziny w sąsiednim mieście. Chociaż wywieźliśmy to spora nieścisłość - rodzina przyjechała go wywieźć. Bo my przecież zostaliśmy bez auta. Oczywiście dopiero po tym, jak już strażacy odpompowali wodę, aby można było wyjść i wynieść dzieciaki na rękach, przez to... to coś... co zostało wszędzie na chodnikach, ulicach, trawnikach...

Porządkowanie auta i piwnicy. A wokół reporterzy TVN24, RMF FM, fotografowie PAP. Z mniej lub bardziej szczerym współczuciem, ale co mogą poza krótką rozmową i cyknięciem fotki?

Zresztą zdjęcie zrobiło się popularne. Jest chyba dość wyraziste, bo przedrukowane w co najmniej 6 różnych serwisach:

http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/woda-zalala-rude-slaska,5556907,14695071,fotoreportaz-maly.html

A potem piwnica. Wygarnianie wody - pomimo wypompowania pozostało jeszcze prawie 10 cm. Wyrzucanie zamoczonych rzeczy. Sprzątanie. Wymywanie tego czarnego, śliskiego, obrzydliwie śmierdzącego szlamu. I natrętne myśli - czy to, co było powyżej lustra wody (wody? Ha!) jest bezpieczne? A bakterie i inne świństwa. Na koniec wysypać podłogę wapnem.

I spowrotem na parking. No bo przecież coś trzeba zrobić... A w domu mycie i pranie, i wycieranie, i wynoszenie na balkon, żeby wyschło i zaskakująca konkluzja - to, co dla nas jest ciągnącym się koszmarem dla tych ludzi, których widzimy z balkonu to zaledwie wspomnienie "widowiska", wysokiej wody, reporterów na osiedlu.

Wieczorem byłam tak skonana, że chociaż słyszałam swój głos w radiu, to nie mam pojęcia co mówiłam. No... pamiętam co mówiłam reporterce, ale który fragment puścili? I czy to były wiadomości na RMF FM o 21, czy o 22-giej? Nie ma znaczenia. Bo jeszcze czeka mycie, czyszczenie, pranie z gotowaniem... Może coś się jeszcze da uratować...

Za chwilę druga nad ranem. Jeszcze wywiesić pranie i prysznic... A potem można paść na łóżko.

Jak myślicie - jakie są szanse na to, że gdy jutro się obudzę, wszystko to okaże się tylko paskudnym snem...?

Dziękuję strażakom, policji, pracownikom administracji i sąsiadom. Nie zostawili pokrzywdzonych samych, przyjechali lub przyszli i po prostu pomogli. Tak po ludzku. Bezinteresownie. Dziękuję.

Poprawiony: piątek, 26 lipca 2013 19:53
 

To Sławek

Wspierają nas:

Reklama
Reklama
Reklama