Możesz pomóc

Możesz pomóc Sławkowi!
Przekaż 1% podatku z rozliczenia rocznego!
KRS 0000097900
z dopiskiem: "Dla Sławka Mandzewskiego"

konto prowadzi MATIO - Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę
Chcesz wiedzieć więcej - kliknij w "Pomoc"

 

 

 

 

Rozpoczęcie wakacji 2014 PDF Drukuj Email
środa, 26 listopada 2014 12:00

Ostatni dzień roku szkolnego to data symboliczna. Oznacza koniec codziennego chodzenia do przedszkola, koniec ustalonego reżimu dnia, i więcej czasu w domu z mamą. Chociaż jako nauczyciel też zaczynam wakacje, jednak jeszcze do 10 lipca miałam różne obowiązki. Nie były one jednak tak obciążające jak zajęcia – nie jeździłam do pracy codziennie, jeśli jechałam, to zazwyczaj na dłużej, ale czasami na krótko i miałam wolne popołudnia i wieczory – żadnych sprawdzianów, żadnego przygotowywania materiałów i lekcji. Dlatego postanowiliśmy uczcić ten dzień jakąś fajną zabawą.

Właściwie to nawet nie rozpatrywaliśmy wielu opcji, bo mieliśmy kupiony na portalu zakupów grupowych bilet wstępu do sali zabaw, który był ważny do końca czerwca, więc planowaliśmy go wykorzystać. Chłopcy bawili się świetnie – w sali było kilka basenów z piłkami, zjeżdżalni, przejść i przeszkód, nieduży dmuchany zamek, i wydzielona siatką salka z dwoma armatkami pneumatycznymi na gąbkowe piłki ustawionymi naprzeciwko siebie, kilka automatów na monety (chłopcy dostali po jednym pieniążku, ale przecież przed wyborem musieli do każdej wsiąść i sprawdzić, a to też była frajda) i sporo zabawek. Dodatkowym bonusem był śpiący przy stoliku obok bobasek – chłopcy przybiegali do mnie dwa razy częściej, niż potrzebowali, żeby zobaczyć, czy dzidziuś jeszcze śpi i teatralnym szeptem skomentować: „On jest taki słodziutki!”

Po zabawie musieliśmy przejść do miejsca, gdzie mógłby nas samochodem odebrać tata. Po drodze zatrzymaliśmy się na dwóch placach zabaw, obejrzeliśmy kilka pięknych, obsypanych kwiatami krzaków, przeszliśmy przez 3 ulice, skomentowaliśmy zasady poruszania się po drogach i działania świateł w wersji dla samochodów i pieszych, zgubiliśmy się i zapytaliśmy o drogę „miłego pana”, a na koniec okazało się, że musimy poczekać prawie godzinę. Na szczęście niedaleko znajdował się McDonald, który zaoferował nam nie tylko przekąskę, ale i toaletę. Tego wieczora chłopcy usnęli, gdy tylko przyłożyli główki do poduszek.

Następnego dnia, w sobotę wybraliśmy się przed obiadem do pobliskiego lasu. Chociaż to zaledwie kilka kilometrów, nigdy tam nie byliśmy. A szkoda, bo znaleźliśmy jeziorko z łabędziami i kaczkami – obie pary z młodymi, kilka ciekawych żuczków, chłopcy przeszli po przewróconym pniu drzewa, w innym jeziorze obserwowali rybki, znaleźli kilka trujących grzybów, obserwowali wędkarzy i kilka psów różnych ras, wiele szyszek różnych rozmiarów. Słowem – było bardzo ciekawie, ale że spacer był długi, chłopcy z ulgą wrócili do auta. A po obiedzie, na ogródku dziadka, szybko weszli do piaskownicy i przesiedzieli tam całą wizytę, do kolacji.

Szkoda, że całe wakacje nie mogą być takie...

 

 

 

To Sławek

Wspierają nas:

Reklama
Reklama
Reklama