Możesz pomóc

Możesz pomóc Sławkowi!
Przekaż 1% podatku z rozliczenia rocznego!
KRS 0000097900
z dopiskiem: "Dla Sławka Mandzewskiego"

konto prowadzi MATIO - Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę
Chcesz wiedzieć więcej - kliknij w "Pomoc"

 

 

 

 

Na wsi PDF Drukuj Email
wtorek, 04 sierpnia 2015 14:43

Uciekliśmy z domu. A właściwie z remontu. Ja i chłopcy.

Ponieważ Aleks idzie do szkoły, a Sławek do przedszkola, ponadto Sławek już wyrasta z łóżeczka, bo wciąż śpi na tapczaniku po rozebraniu szczebelków niemowlęcego łóżeczka, musieliśmy wymienić łóżko i dostawić biurko. A ściany, podłogi i sufit aż łkały, żebrząc o odnowienie. I słusznie bo na podłodze panele zaczęły żyć własnym życiem, farba z sufitu sukcesywnie obniżała poziom, a ściany pamiętały wszystkie szaleństwa dzieci.

Wobec tego po umyciu ścian, położeniu styropianowych kasetonów na sufit (co mamy nadzieje rozwiąże problem odpadających płatów – na terenach czynnych kopalni nie ma łatwo) i sklejeniu paneli podłogowych, zabrałam dzieci i pojechałam na wieś. Tata dzielnie został na placu boju. W tym samym czasie pojechali tam moi rodzice z moją bratanicą, więc zrobiliśmy najazd na rodzinę. Pojechaliśmy na 5 dni, w tym czasie tata malował ściany, i walczył z meblami. A my spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu, spacerując po sadach i polach, odwiedzając bliższą i dalszą rodzinę oraz racząc się świeżymi jajkami, ogórkami wprost z pola i jabłkami z sadu, a nawet raz dostaliśmy świeże, „prawdziwe” mleko, prosto od krowy.

Największe jednak wrażenie zrobiły na chłopakach zwierzęta. Świnki od takich, co urodziły się wczoraj, do starej, olbrzymiej maciory, prawie że większej niż oni sami. Krowy i cielaki, konie, psy, kury, kaczki, gęsi... Same atrakcje. Zresztą kiedy życzliwy sąsiad złapał koguta, aby mogli dotknąć jakie pióra ma na głowie, a jakie w ogonie, jakie w dotyku są nogi a jakie grzebień i korale... co, nie fajnie?

A przecież jeszcze zbierali wielkie muszle po ślimakach, robili bukiety z chwastów podczas spacerów nad rzekę, zbierali świeżo zniesione kurze jajka, oglądali przeróżne maszyny rolnicze, także podczas pracy w polu, leżeli na świeżej słomie, siedzieli na ściętych pniakach, bawili się czarnym kotem, głaskali białego królika o czerwonych oczach... Do tego spędzali całe dnie z kuzynką, babcią, dziadkiem i nowo poznaną rodziną, na werandzie, w ogrodzie albo w piwnicy, gdzie można było znaleźć największe pająki i najrozleglejsze pajęczyny (dlatego mama tam nie wchodziła… ;-) )

Wróciliśmy do domu zaopatrzeni w jajka, ogórki, pomidory i jeszcze kilka innych smakołyków, oraz w zestaw cudownych wspomnień popartych zdjęciami. Och... i dwie dynie – chłopcy od razu orzekli, że będą czekać na Halloween i tata je powycina. Zobaczymy, czy wytrzymają...

 

 

To Sławek

Wspierają nas:

Reklama
Reklama
Reklama