Możesz pomóc

Możesz pomóc Sławkowi!
Przekaż 1% podatku z rozliczenia rocznego!
KRS 0000097900
z dopiskiem: "Dla Sławka Mandzewskiego"

konto prowadzi MATIO - Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę
Chcesz wiedzieć więcej - kliknij w "Pomoc"

 

 

 

 

Maraton Jarmarków PDF Drukuj Email
środa, 09 marca 2016 18:12

W tym roku wreszcie udało nam się pojechać na przedświąteczne jarmarki. Chorzów, Katowice, Kraków, każdy miał do zaoferowania coś ciekawego.

Zazwyczaj przed Świętami chłopcy chorowali – oboje lub jeden z nich, a my mieliśmy nadmiar pracy i niedostatki czasu. Tym razem jednak udało się. Na pierwszy ogień poszedł Jarmark w Chorzowie. Nieduży, ale jego niewątpliwym atutem były występy na żywo Remigiusza Rączki. Chłopcy lubią programy o gotowaniu, a jego program to jeden z dwóch ulubionych. Może przez wpadająca w ucho piosenkę? :-) Jarmark jednak miał więcej atrakcji – obeszliśmy wszystkie stoiska, a na jednym można było zrobić własny stroik – za darmo skorzystać z dostarczonych kółek, gałązek i sznurka. I nawet chłopcy sobie poradzili i zrobili ładne kółeczko, a ja pomogłam im tylko zawiązać sznurek.

Potem chłopcy skorzystali kilka razy z karuzeli, która też była za darmo, wystarczyło po każdej przejażdżce chwilę poczekać w kolejce. Atrakcją samą w sobie były też koksowniki ustawione wzdłuż chodnika. Ogrzewaniu łapek towarzyszyła lekcja historii... A wracając do auta zatrzymaliśmy się jeszcze przy stoisku piekarni, która piecze bez sztucznych dodatków. Kupiliśmy chleb na kolację, ale chłopcy patrzyli takim głodnym wzrokiem, ze sprzedawczyni odkroiła im po kromce na drogę. Nie wystarczyło... ;-)

 

W Katowicach jarmark był większy i chłopcy zażyczyli sobie zdjęć przy olbrzymich, większych od nich prezentach. Z zachwytem oglądali zabawki z drewna, koszulki ze śmiesznymi napisami, czekoladki w różnych kształtach, jak śruby, młotki, naboje do pistoletu, owoce w czekoladzie i góralskie serki. Ale wprost zapuścili korzenie przy stoisku z bombkami. Kształty, kolory, brokat... wprost nie mogli oderwać oczu. W końcu wróciliśmy do domu bogatsi o 4 bombki – dwie wybrał i kupił Sławek, a dwie Aleks.

 

Największy Jarmark był jednak w Krakowie. Stoiska stały już przed wyjściem z dworca i zachwycały oczy wyłożonym towarem. Na rynku natomiast stoisk ogrom, a do tego orkiestra, pokazy i pan z bańkami. Nie wróciliśmy z pustymi rękami, bo udało się kupić gwiazdę, którą zgodnie ze śląskim zwyczajem umieściliśmy na szczycie choinki, tu i tam skubnęliśmy oferowanych maszkietów, ale największe wrażenie zrobiły na chłopakach ogromne bańki latające nad tłumem i szopki na pokonkursowej wystawie. Szeroko otwierali oczy i badali każdy szczegół, a potem sondowali nas, czy oni mogą takie szopki też zrobić na święta...

 

Marzy nam się jeszcze Wrocław... ale to marzenia na przyszłość.

 

To Sławek

Wspierają nas:

Reklama
Reklama
Reklama